Antykwa Jeżyńskiego – największa porażka polskiej typografii?

Antykwa Jeżyńskiego to jeden z najmniej znanych polskich krojów. Mało kto o niej pamięta, chociaż tak naprawdę wyprzedziła słynną Antykwę Półtawskiego w wyścigu o pierwszą nowożytną polską czcionkę.

Pobierz darmowy e-book o typografii

Można powiedzieć, że projekt poniósł całkowitą klęskę. Za pomocą Antykwy Jeżyńskiego wydrukowano zaledwie kilka niewielkich pozycji, a wszystkie z nich to druki bibliofilskie w bardzo małym nakładzie[1]. Większość z nich miało też jednego autora: Emila Zegadłowicza, pisarza związanego z kręgami bibliofilskimi, i bliskiego przyjaciela Jana Kuglina, który był mózgiem całej operacji związanej z powstaniem nowej czcionki. Kiedy porównamy tę krótką karierę z wielkim sukcesem Półtawskiego, trudno się dziwić, że projekt Jeżyńskiego wylądował na typograficznym śmietniku historii.

Gawęda poety z typografem – karta tytułowa złamana Antykwą Jeżyńskego. Zegadłowicz pierwotnie wygłosił ją jako referat na III Zjeździe Bibliofilów Polskich.

Nawet sami twórcy uważali swój nowy krój za nieudany i stworzony w pośpiechu, tylko po to, by wyprzedzić konkurencję i stworzyć pierwsze polskie pismo narodowe. Własna czcionka miała pomóc w budowie państwa, które niedawno zdobyło niepodległość. Zegadłowicz komentował tę sprawę tak:

Ani Garamondy, ani Elzewiry, ani Walbaumy nic tu nie poradzą! Piękne to i szlachetne czcionki, lecz wyraz ich zastygły, choć czysty i spokojny – bezużyteczny prawie! Bo, aby się narodowej cechy melodia wypowiedzieć mogła – z ducha tajemnic tegoż narodu, z podłoża najgłębszego jego rasy wyróść musi. I oto będzie na drodze stronicy polskiej i książki polskiej krok pierwszy i pierwszy zaczyn. (Gawęda poety z typografem)

Jednak najsłynniejsza z książek wydrukowanych Antykwą Jeżyńskiego, czyli Dziesięć ballad o powsinogach beskidzkich (Poznań 1929), znalazła się na wystawie najpiękniejszych książek świata w londyńskim British Museum w 1930 roku. Do dziś publikacja z kolorowymi drzeworytami Zbigniewa Pronaszki uchodzi za jeden z najciekawszych druków związanych z ruchem pięknej książki[2] z dwudziestolecia międzywojennego i osiąga wysokie ceny na aukcjach.

Drzeworyty Zbigniewa Pronaszki wykorzystane w Dziesięciu balladach.

W zupełnie innym klimacie wykorzystał ją jednak Grzegorz Niewczas w 2004 roku, gdy projektował identyfikację wizualną dla wiejskiej kooperatywy Wiżajny produkującej sery. O jego inicjatywie pisał wówczas Andrzej Tomaszewski: „Charakterystyczna grafika kroju wpisuje się w modną dzisiaj tendencję do używania akcydensowych pism o celowo zgrzebnym, nierównym rysunku. Dobrze też pasuje do… sera zapakowanego w nowe pudełka”. Co by pomyślał o tym Jan Kuglin, który Antykwę Jeżyńskiego wykorzystywał do druku luksusowych bibliofilskich wydań?

Porażka ma wielu ojców

Jednak, gdy spojrzymy bliżej, projekt Niewczasa i książkę Zegadłowicza łączy jeden element — wiejskość. Zegadłowicza pamięta się dziś przede wszystkim jako autora powieści, takich jak Zmory Motory, choć duża część jego dorobku literackiego to poezja. I to poezja bardzo specyficzna – zanurzona w ludowości i folklorze beskidzkim.

Dziesięć ballad o powsinogach beskidzkich
Rozkładówka tytułowa Dziesięciu ballad.

Zegadłowicz urodził się w Białej Krakowskiej (obecnie Bielsko-Biała), ale wychował się w Gorzeniu Górnym (tam do 2017 roku mieściło się muzeum pisarza, które zamknięto z przyczyn finansowych) niedaleko Wadowic. Choć nie da się ukryć, że jego poezja nie zestarzała się najlepiej, to zawarty w niej obraz beskidzkiej wsi, daleki od sielankowych wizji, na pewno należy do jednego z ciekawszych w polskiej literaturze.

Kronika drukarska, czyli bardzo uroczysta stopka redakcyjna.
Rozkładówki z Dziesięciu ballad.

Pierwsze wydanie Powsinogów beskidzkich ukazało się w 1922 roku, edycja Kuglina z 1929 została jednak znacznie poszerzona[3]. Zegadłowicz mieszkał wówczas w Poznaniu, gdzie pracował jako kierownik literacki w Teatrze Polskim i udzielał się w Towarzystwie Bibliofilów Polskich, nawołując do stworzenia pierwszej polskiej czcionki. Tam też aktywnie działał Kuglin, który historię prac nad Dziesięcioma balladami streścił – w bardzo emfatycznym (co chyba charakteryzuje bibliofilów) stylu – w otwierającym je fragmencie zatytułowanym Od typografa. Tłumaczy on, że poezja Zegadłowicza przypomniała mu u jego rodzinnych stronach (Kuglin pochodził ze Śląska Cieszyńskiego), a książka stanowi formę podziękowania:

Czemże Ci ja – chudopachołek-typograf – odwzajemnić się mogłem jak nie Twoją własną pieśnią – wcieloną w kształt mego trudu i zbiegu? (…) I oto przy pomocy Tobie i dobru sprawy graficznej oddanych ludzi oraz przy współwysiłku mych druhów pracowników – składam Ci wraz z sercem w dani tę pierwszą nawskroś polską książkę – pierwszą, bo przepojoną miłością Twoją ku ziemi, tłoczoną pierwszą polską czcionka, na polskim papierze, polskim czernidłem i przyozdobioną przez polskiego artystę.

Antykwa Jeżyńskiego, jednak by nie powstała, gdyby nie nomen omen Jeżyński, czyli właściciel odlewni czcionek przy ulicy Ogrodowej 50 w Warszawie. To jego właśnie namówił Kuglin, zainspirowany wystąpieniami Zegadłowicza, do wzięcia udziału w typograficznym wyścigu o stworzenie polskiego kroju narodowego.

Rozkładówka z Dziesięciu ballad. Widać na niej bardzo ciekawy inicjał „W”.

Narodowy, czyli jaki?

Dyskusje o to, jak powinien wyglądać ten narodowy krój, toczyły się w prasie branżowej już od początku dwudziestego wieku. Jednym z tropów, wywodzącym się jeszcze z romantycznego światopoglądu, były poszukiwania w stylach ludowych. Jednak jakby to miało wyglądać w wypadku typografii, nikt nie potrafił odpowiedzieć.

Antykwa Półtawskiego.

Jak zauważyła Agata Szydłowska (Od solidarycy do typopolo), Adam Półtawski przyjął inną strategię – zamiast poszukiwać stylu, znalazł funkcjonalny problem (inna sprawa – czy realny) z tekstami łamanymi w języku polskim, tj. często stykające się ze sobą poziome kreski w literach takich jak „y” czy „k”, które powodowały powstawanie niepotrzebnego światła w kolumnie. Stąd w jego Antykwie charakterystyczne zaokrąglenia, które mogą się także kojarzyć z estetyką secesyjną.

Czy w takim razie Antykwę Jeżyńskiego możemy uznać za alternatywne rozwiązania, które właśnie miało się opierać na poszukiwaniu ludowości? Tematyka Dzisięciu ballad mogłaby to sugerować, jednak brakuje innych przesłanek, które mogłyby to potwierdzić. We wstępie Od typografa znajduje się tylko jedno zdanie, które luźno odnosi się do założeń projektowych. Kuglin pisze, że Jeżyński przygotował projekt kroju „odbiegającego od form codziennie spotykanych, a przez sąsiadów tak chętnie nam dostarczanych”. I trzeba powiedzieć, że to zadanie udało się w pełni wykonać, trudno bowiem znaleźć podobny krój.

Duch czasów

Kiedy książkę Zegadłowicza, nie mogę jednak nie wspomnieć o narzucającym się skojarzeniu z dawnym drukarstwem. Choć równie dobrze można zrzucić to na karb bibliofilskich ciągot i stylizacji, to czerwona ramka i kustosze, śmiałe korzystanie z materiału typograficznego, by ułożyć kolumnę w dany kształt, sprawiają, że można zaryzykować tezę, że Kuglin narodowego stylu poszukiwał również w XVI- i XVII-wiecznych oficynach.

Typowy druk z XVI wieku (książka Bartłomieja Groickiego z 1567 roku)
Poezja Zegadłowicza była w pewnym stopniu poezją wizualną. Obficie korzystał z interpunkcji, która służyła do tworzenia typograficznych obrazów.

Dodatkowo tekst złamany Antykwą Jeżyńskiego tworzy niespotykany obraz, co widać szczególnie na stronach zapisanych prozą. Gruba, rozchwiana i ciemna kreska, z mocnym i licznymi liniami pionowymi, ukryte szeryfy sprawiają, że kolumna przypomina tekst łamany pismem gotyckim. Szwabacha dominowała w dawnym polskim drukarstwie, jednak nie sposób było się do niej odwołać w poszukiwaniu narodowego stylu, gdyż kroje gotyckie zbyt mocno kojarzyły się z wrogimi Niemcami[4]. Krój z takimi parametrami mógł więc subtelnie omijać to germańskie nawiązanie.

Zakończenie Gawędy poety z typografem. Łamanie inspirowane renesansowym drukarstwem.

O Antykwie Jeżyńskiego przypomniałem sobie, gdy przygotowywałem tekst o Albertusie. Krój Bertholda Wolpego pojawił się w dystrybucji sześć lat później, ale jest chyba najlepszym przykładem bezszeryfowego pisma szeryfowego (z mikroszeryfami nawiązującymi do epigrafii) z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Najbardziej charakterystyczna litera Albertusa, czyli „M” w Antykwie Jeżyńskiego jest zaskakująco podobna (środkowe kreski nie dochodzą do poziomu linii bazowej).

„M” w Albertusie i Antykwie Jeżyńskiego (glif wyrysowany na podstawie jednego z inicjałów w Dziesięciu balladach).

Bezpośrednie nawiązanie możemy wykluczyć, ale pierwsza polska czcionka niewątpliwie powstała pod wpływem ówczesnej mody na tego typu kroje. Epigraficzny rodowód może też wskazywać na inspiracje ludowe – świat metalowych czcionek pozostawał poza światem wsi, ale liternictwo grawerowane w kamieniu czy drewnie już niekoniecznie.

Jeżyński Nova?

Wspomniany wcześniej projekt Grzegorza Niewczasa powstał bez użycia cyfrowego fontu. Za litery posłużyły skany z Leksykonu pism drukarskich Andrzeja Tomaszewskiego, czyli według jego słów: „kopia, kopii z jeszcze jednej kopii”. Tomaszewski w 2004 postulował, że to może dobry czas na digitalizację Antykwy Jeżyńskiego, jednak do dziś taki font nie powstał.

Wydaje mi się jednak, że odwzorowanie kropka w kropa tego wyjątkowego pisma nie byłoby odpowiednią strategią. Nieprzypadkowo bowiem Antykwa Jeżyńskiego nie odniosła sukcesu i nawet sami jej twórcy szybko z niej zrezygnowali. Chociaż, jak wspomniałem, kolumna tekstu złamana tym krojem robi intrygujące pierwsze wrażenie, to jednak nie nadaje się on do czytania dłuższych tekstów (Tomaszewski wprost nazwał ten krój akcydensowym). Nie powstała również kursywa, więc przy dodatkowych odmianach tak czy siak trzeba byłoby wykazać się inwencją.

Jednak Antykwa Jeżyńskiego może stanowić dobry punkt wyjścia do stworzenia zupełnie nowego kroju, inspirowanego oryginalnym projektem. Niektóre litery w Antykwie Jeżyńskiego wyglądają świetnie, inne wymagałyby wymyślenia na nowo lub chociaż wyprostowania optycznych niedoskonałości. Szczególnie po małych literach widać pośpiech, który towarzyszył pracom w 1929 roku, np. wyjątkowo nieudane wydają mi się okrągłe zakończenia niektórych liter.

Niedawna digitalizacja kroju Brygada dowodzi, że sukces w typografii może nadejść nawet po kilkudziesięciu latach. Może kiedyś ktoś dołączy do Zegadłowicza, Kuglina i Jeżyńskiego i przekuje ich porażkę w sukces.

Bibliografia

Krzak-Weiss K., Jak Emil Zegadłowicz o typografii gawędził. Uwagi na marginesie poznańskiej edycji Gawędy poety z typografem z 1929 roku, „Acta Universitatis Wratislaviensis” 2018, „Studia o Książce i Informacji” 37.

Kuglin J., Ze wspomnień typografa, Wrocław 1958.

Mrowczyk J., Polacy nie gęsi, „2+3D” 2005 (IV), nr 17, dostępny online.

Szydłowska A., Misiak M., Paneuropa, Kometa, Hel. Szkice z historii projektowania liter w Polsce, Kraków 2015.

Szydłowska A., Od Solidarycy do TypoPolo, Wrocław 2018.

Tomaszewski A., Antykwa Jeżyńskiego Rediviva, „Poligrafika” 2004, nr 4, s. 60–61.

Antykwa Jeżyńskiego w polskich bibliotekach cyfrowych

Zegadłowicz E., Do Jana Kuglina, Poznań 1929.

Zegadłowicz E., Duma o obronie Sigetu, Poznań 1932.

Zegadłowicz E., Dziesięć ballad o powsinogach beskidzkich, Poznań 1929.

Zegadłowicz E., Gawęda poety z typografem, Poznań 1929.


[1] Katrzyna Krzak-Weiss podaje, że Antykwą Jeżyńskiego wydrukowano zaledwie trzy książki Zegadłowicza, pominęła w swoich wyliczeniach jednak Dumę o obronie Sigetu z 1932 roku. Andrzej Tomaszewski wspomina jeszcze o Trenach na śmierć przyjaciela, książce Artura Marii Swiniarskiego.

[2] Ruch pięknej książki narodził się pod koniec XIX wieku w Anglii jako sprzeciw wobec uprzemysłowienia ruchu wydawniczego i branży drukarskiej. Nawoływał więc do powrotu do rzemieślniczych metod produkcji i dawnych wzorców estetycznych, np. książki renesansowej.

[3] Warto też wspomnieć o szalenie interesującej Balladzie o świątkarzu z 1928, osobnym wydaniu jednej części Powsinogów, wraz z drzeworytami artysty ludowego Jędrzeja Wowry, który był także pierwowzorem tytułowego świątkarza.

[4] Co ciekawe, po inspiracje gotyckie sięgnął Anatol Girs w latach 30., projektując krój Militari.

Zapisz się na newsletter

Grzegorz Fijas
Projektant, grafik, miłośnik typografii, a z wykształcenia polonista i edytor.