­­Trwalszy niż ze spiżu

Jubileuszowy dla Polski 2018 rok, wbrew narzekaniom co bardziej rozczarowanych jakością rocznicowych obchodów, zakończył się z przytupem. Według medialnych doniesień dzięki przejęciu inicjatywy przez Ministerstwo Obrony Narodowej kraj w nowy rok wkroczył bogatszy o 100 specjalnie zaprojektowanych Ławek Niepodległości.

Cieszy również fakt, że Polacy przy okazji zdecydowali się w końcu masowo wypowiedzieć na temat przestrzeni publicznej. Widocznie kwestie tożsamościowe i polityka pamięci są dla nich istotniejsze niż stosunek deweloperów do zieleni w mieście czy wielkoformatowe billboardy poświęcone cenom piersi z kurczaka. Złota (co często koreluje z upodobaniami estetycznymi osób mających na wygląd przestrzeni realny wpływ) wolność dobrze się trzyma, a interweniować trzeba dopiero, gdy ktoś sięga do „kieszeni podatników”.

Trzeba jednak przyznać, że zagadnienia pomnikowe zawsze wywoływały kontrowersje. Niełatwo zadowolić wszystkich i o ile zasadniczo zgadzamy się, że część pomników jest zbędna, to trudno zdecydować, czy chodzi o pamiątki pontyfikatu, czy o te z tak zwanych czasów słusznie minionych. Temperatura sporu jeszcze rośnie, kiedy przychodzi do dyskusji na temat samej formy pomników. Pomysłodawcy Ławek Niepodległości w obliczu narodowych sporów wybrnęli z patowej sytuacji: zorganizowali konkurs, niech wygra lepszy.

Marta Rosiak, zwyciężczyni, powiedziała, że „głównym założeniem przy projektowaniu «ławki niepodległości» była chęć wykorzystania minimalistycznych środków wizualnych”. Zamiłowanie do minimalizmu idzie często w parze z deklaratywną troską o publiczną przestrzeń. Najnowszy projekt MON-u może być dobrą przestrogą, że czasem najprostsze rozwiązania wcale nie są najlepsze, a droga od dobrego pomysłu do jego realizacji to nie autostrada, tylko pełna dziur droga powiatowa.

Pomysł bowiem wcale taki zły nie był ­– wśród zamieszkujących place i parki kamiennych oraz spiżowych pomników ławka, przynajmniej w teorii, jest rzeczą praktyczną, a przez to i nowoczesną (bardziej niż multimedialność ostatecznego projektu). Zwłaszcza że współcześni decydenci często ławki z przestrzeni publicznej rugują – aby przypadkiem na świeżo wybudowanym osiedlu bądź przed nową halą widowiskową nie korzystali z niej bezdomni czy inni niepasujący do zrewitalizowanego otoczenia nowego porządku. Finalnie jednak trudno sobie wyobrazić, aby ktoś nieironicznie na Ławce Niepodległości po prostu sobie siedział.

Całe zamieszanie przypomniało mi niedawną podróż do południowej Hiszpanii, a dokładnie do leżącej nad Morzem Śródziemnym Malagi. Na przybyłym z mroźnej, choć rozpalonej sporami wokół 100-lecia niepodległości, północy turyście, największe wrażenie zrobił panujący tam spokój, pyszne jedzenie i rosnące wszędzie pomarańcze, które na estetykę przestrzeni wpływają lepiej, niż najlepiej nawet zaprojektowane ławki na naszej szerokości geograficznej. Jednak skrzywienie zawodowe nie pozwalało mi nie poszukiwać interesujących typograficznych smaczków.

Rozglądałem się (bez sukcesu) czy któryś z projektantów nie zdecydował się wykorzystać Malagi, jednego z najciekawszych dwudziestopierwszowiecznych krojów pism, powstałego w tym mieście, autorstwa Xaviera Dupré. Bardzo ładne stylizowane liternictwo na tabliczkach z nazwami ulic z kolei okazało się zupełnie nieczytelne i nie pozwalało odnaleźć się w gąszczu wąskich uliczek starego miasta. Zdziwiły mnie pojawiające się na szyldach postaci wyglądające jak członkowie Ku-Klux Klanu. Najciekawsze odkrycie jednak znalazłem na ozdobionym palmami Plaza de la Constitución.

W powierzchnię placu wbudowano bowiem tablice upamiętniające referendum konstytucyjne, które odbyło się w Hiszpanii po śmierci generała Franco. Nie są to jednak typowe tablice, które znamy chociażby z krakowskiego rynku. Za pamiątkę demokratycznych przemian służą wizerunki pierwszych stron hiszpańskich dzienników donoszące ogromnymi czcionkami o wyniku referendum. Świetnego nosa miał dystrybutor magnetofonów Sanyo, który wykupił tego dnia reklamę na czołówce dziennika „Sol”.

Pomnik konstytucji w Maladze.
Pomnik konstytucji w Maladze.

Jest to też piękne uczczenie druku jako takiego. Wynalazek Gutenberga nadał tempo społecznym zmianom w Europie i na świecie. Wraz z książkami i prasą społeczeństwa się emancypowały i demokratyzowały. I to wszystko splata się w Maladze, niedaleko tamtejszego Café Central, w którym wymyślono specyficzny dla regionu sposób podawania kawy.

Pomnik konstytucji w Maladze.

Można sobie tylko zadać pytanie – czy potrzebujemy pomników skoro mamy druk? Widząc zapał niektórych do ich burzenia i stawiania nowych, można założyć, że archiwa i biblioteczne zbiory lepiej i uczciwej, bo bez politycznych podszeptów, przechowają naszą pamięć.

Ulica w Maladze.
Ulica w Maladze.
Ulica w Maladze.
Szyld w Maladze.
Charakterystyczne nakrycie głowy, które kojarzymy dziś z Ku-Klux Klanem, wywodzi się z prawdopodobnie z Hiszpanii.
Azulejos
Na ulicach Malagi wszędzie można wypatrzeć azulejos ze świętymi obrazkami.
Tabliczki z nazwami ulic w Maladze.
Tabliczka z nazwami ulic.
Szyld w Maladze.
Niektóre lokale w Maladze mogą się pochwalić udanymi neonami…
Szyld w Maladze.
… jednak nie wszystkie.
Pałac arcybiskupów w Maladze.
Wśród kolorów starego miasta dominuje biel, ciekawym wyjątkiem jest Pałac Arcybiskupów, w którym obecnie znajduje się muzeum sztuki.

 

Grzegorz Fijas
Projektant, grafik, pasjonat typografii, z wykształcenia edytor.