Najlepsze okładki książek w 2018 roku

Od początku lat 90. liczba wydawanych w Polsce książek rośnie systematycznie prawie każdego roku. Według ostatniego dostępnego raportu Biblioteki Narodowej dwa lata temu wyniosła ona około 36 tysięcy. Można założyć, że w mijającym roku mieliśmy do czynienia z podobną liczbą premier, a każdą z nich zdobi (w założeniu) okładka.

Teoretycznie stanowi to spory rynek zleceń dla grafików, jednak rzeczywistość nie jest wcale tak różowa. Wartość branży wydawniczej jest niska, więc równie niskie pozostają wynagrodzenia. Specjaliści od projektowania stron internetowych czy brandingu na pewno zarabiają lepiej od projektantów książek i są bardziej rozchwytywani. Mimo niedofinansowania rynku półki w księgarniach wyglądają coraz lepiej. Na pewno ma na to wpływ wzrastająca świadomość odpowiedzialnych za estetykę książki grafików i przede wszystkim wydawców. Cieszy również to, że coraz częściej na książkę nie patrzy się tylko przez pryzmat okładki, a docenia się cały projekt, łącznie z typografią wnętrza, na co wpływ mają pojawiające się od czasu do czasu wywiady z projektantami, artykuły poświęcone grafice wydawniczej i konkursy, np. Pióro Fredry czy Najpiękniejsze książki roku organizowane przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek.

Skąd się biorą okładki

Kiedy jednak postanowiłem przygotować zestawienie najlepszych moim zdaniem okładek w 2018 roku, zadanie nie okazało się wcale łatwe. Wspomniane wcześniej statystyki przekłamują sytuację, ponieważ znaczna część tytułów wydawana jest w minimalnym nakładzie i pozostaje poza powszechnym obiegiem czytelniczym, trudno do nich dotrzeć, a przez to uwzględnić w rankingu. Czasem są to książki o artystycznych ambicjach, a ich okładki pozbawione są funkcji marketingowej, co pozwala grafikom na odważniejsze decyzje projektowe. Częściej jednak są to pozycje wydane jak najmniejszym kosztem, co niestety widać w ich warstwie estetycznej. Gdy przyjrzymy się tego typu zestawieniom, to łatwo zauważyć, że dominują te tytuły, które oprócz ciekawej okładki odniosły pewien sukces komercyjny bądź były szerzej dyskutowane. Na wyróżnienie zasługuje coroczny ranking tygodnika „Polityka”, w którym często oprócz książek głośnych pojawiają się niszowe publikacje. Liczba tytułów i ich dostępność to jednak nie jedyny problem.

Jak wcześniej zauważyłem, gdy wejdziemy do księgarni, widok nie jest tak straszliwy jak jeszcze kilkanaście lat temu. Wzrosła przede wszystkim świadomość typograficzna, większą wagę przykłada się również do jakości papieru i druku. Przestają być modne uszlachetnienia, którymi kiedyś tuszowano nijakość części projektów. I choć na Facebooku ciągle aktywny jest fanpage Kupiłbym tę książkę, gdyby nie okładka, to znaleźć naprawdę fatalne projekty jest coraz trudniej. Jednocześnie jednak można odnieść wrażenie, że większość okładek wygląda tak samo i trudno trafić na coś, co naprawdę wyróżniałoby się na tle całej produkcji. Dlaczego tak się dzieje?

Okładka pełni przede wszystkim funkcję marketingową

To, jak książka będzie się prezentowała, wiadomo często na kilka miesięcy przed jej premierą. Podejrzewam, że w skrajnych wypadkach okładka powstaje jeszcze przed zakończeniem pisania książki. To, że grafik przygotowuje ją przed złamaniem tekstu (co często sprawia, że typografia w jej wnętrzu nijak się ma do tego, co na zewnątrz) jest szkodliwym pod względem edytorskim standardem, na który narzekają specjaliści. Tak pisał o tym Friedrich Forssman: „[…] zaczynam od wnętrza publikacji. To ono jest najistotniejsze, zawiera w sobie całą substancję książki, na nie czytelnik patrzy czasem przez kilka dni, albo nawet i tygodni […] najchętniej okładkę projektuję na samym końcu”[1]. Trudno się dziwić wydawcom, że zależy im na tym, żeby książkę przede wszystkim sprzedać, zwłaszcza że połowę jej ceny zabierają dystrybutorzy, pozbawieni już zupełnie troski o jakość. Jednak sukces takich wydawnictw jak Czarne czy Karakter pokazuje, że można funkcjonować na rynku na własnych zasadach.

Książki produkuje się za szybko

Nieprzypadkowo użyłem czasownika, który pasuje bardziej do fabryki niż do wydawnictwa. Kiedy przyjrzy się katalogom wydawniczym, można zauważyć, jak wiele pozycji rocznie wypuszczają największe wydawnictwa. Duże firmy kierują się przede wszystkim danymi z tabeli Excela i wartość artystyczna schodzi na drugi plan. Projekty muszą więc powstawać szybko, graficy nie mają czasu na eksperyment, a wydawcy nie chcą zaryzykować. Zwłaszcza że…

Na księgarskich półkach rządzą konwencje

Niezwykle ważne w procesie projektowania książki konwencje (o ich kluczowym znaczeniu pisał m. in. cytowany wcześniej Forssman) sprawiają, że okładki stają się coraz bardziej zuniformizowane. Ma to oczywiście także znaczenie sprzedażowe, czytelnik musi od razu wiedzieć, po jaki typ książki sięga. Książkę historyczną o drugiej wojnie światowej będzie zdobiło archiwalne zdjęcie i agresywna typografia. Jeżeli autor jest mediewistą to zobaczymy dawną rycinę i stylizowaną antykwę. Kiedy szukamy biografii, rozglądamy się w księgarni za półką wyściełaną znanymi twarzami. Oczywiście, spełniając założenia konwencji, można stworzyć świetną okładką, czasem o mistrzostwie grafika świadczy połączenie odpowiedniego zdjęcia z krojem pisma. Częściej jednak jedyną reakcją na taką okładkę jest wzruszenie ramion. Największe pole do popisu projektanci mają przy tzw. literaturze pięknej, jednak nie zawsze wydawcy decydują się na niestandardowe rozwiązanie.

Wydawcom brakuje odwagi

Można zauważyć tendencję, że drugie i kolejne wydania danego tytułu mają lepszą czy ciekawszą oprawę graficzną. Podobnie dzieje się w wypadku, gdy dzieła danego pisarza wydaje się w serii. Wtedy powierza się przygotowanie okładek projektantowi, który potrafi nadać jej indywidualny charakter. W ostatnich latach za kilka świetnych serii był odpowiedzialny Przemek Dębowski (np. dzieła Ryszarda Kapuścińskiego czy Milana Kundery, w wypadku tej drugiej serii współtwórcą okładek był Wojciech Kwiecień-Janikowski), w tym roku żadne wznowienie nie zrobiło tak dobrego wrażenia. Sporo ciekawych okładek pojawiło się w serii związanej z 70-leciem Empiku, jednak przygotowali je różni graficy oraz wydawcy i ich poziom bardzo się między sobą różni, nie da się również wskazać jakiejś stylistycznej dominanty łączącej poszczególne tytuły. W każdym razie, gdy książkę sprzedaje przede wszystkim uznane nazwisko uznanego autora, wydawcy są bardziej skłonni do zaufania grafikom, co zazwyczaj przynosi dobre efekty.

Ale mniejsi są odważniejsi

Ostatnie słowo w kwestii okładki ma wydawca i często on jest gwarantem wysokiej jakości projektu. Małe firmy, specjalizujące się w ambitniejszym repertuarze wydawniczym, często nie baczą na słupki sprzedaży i zależy im przede wszystkim na przygotowaniu książki wysokiej klasy. Cieszy, że świetne edytorsko książki wydaje Ossolineum, które wkrótce będzie można postawić obok słowo/obraz terytoria. Należy wspomnieć o ha!arcie, m.in. z serią poetycką, dla której okładki przygotowuje Kuba Woynarowski (ciekawe projekty dla krakowskiego wydawnictwa tworzy również Justyna Plec). Świetne projekty mają nierzadko książki poetyckie, niestety pozostające poza szerokim obiegiem czytelniczym. Wciąż niewiele się dzieje, jeśli chodzi o wydawnictwa naukowe, których książki, poza tym, że mają nudne okładki, są często fatalnie złożone.

Jeśli chodzi o estetykę książki, nie straszą nas już lata 90., kiedy była ona odbiciem czasów dzikiej transformacji. Dziś książki dużych wydawców są przede wszystkim towarem, który należy sprzedać, a ich wygląd to rezultat wytężonej pracy speców od marketingu. Projekty są profesjonalne, ale jednocześnie przewidywalne i nudne. Najlepsze powstają tam, gdzie reguł wolnego rynku nie traktuje się jako wyroczni. I choć edukacja estetyczna czytelników jest pewnym rozwiązaniem, to najlepiej zadziałałyby rozwiązania systemowe, które przywróciłyby równowagę na rynku książki. Okładki są w tym wypadku najmniej ważne, ale równie mocno cierpi opracowanie redakcyjne i typograficzne polskich książek.

Najciekawsze okładki 2018

Mimo niezbyt optymistycznego wstępu w tym roku pojawiło się sporo ciekawych projektów. Niestety, nazwiska ich autorów często się powtarzają i aby moja lista nie wyglądała jak laurka dla konkretnego projektanta, każdego z nich reprezentuje tylko jedna okładka. Dobrałem je w taki sposób, aby się od siebie różniły, a każda przedstawiała jakiś projektowy problem. Kolejność jest przypadkowa.

 

Okładka

Herman Melville, Moby Dick, PIW, projekt Fajne Chłopaki

Wydawanie klasyki to pole do popisu. Niestety zazwyczaj pozostaje niewykorzystaną szansą, zwłaszcza gdy zajmuje się tym wydawnictwo specjalizujące się w szkolnych lekturach (często są to książki wydawane wyjątkowo tanio, bowiem nie obowiązują już do nich autorskie prawa majątkowe). Wtedy albo otrzymujemy paskudny obrazek, albo imitujące luksusową oprawę złocenia i niby wyszukaną typografię. Fajne Chłopaki pokazują, że można zrobić naprawdę genialną okładkę, z jednej strony na wskroś nowoczesną, z drugiej ewidentnie sugerującą, że mamy do czynienia z klasyką (format, kompozycja, kolory, typografia). Plus dbałość o detale, takie jak wykorzystanie motywu harpuna, świetne wkomponowanie logo do projektu. Poza tym większość okładek Fajnych Chłopaków dla PIW zasługuje na uznanie.

 

Okładka

Paulette Jiles, Nowiny ze świata, Czarne, projekt Agnieszka Pasierska/Pracownia Papierówka

Ta piękna okładka to przykład na to, w jaki sposób stworzyć świetną stylizację. Subtelne zabiegi typograficzne od razu sugerują, z czym mamy do czynienia. Modne jakiś czas temu zamieszczanie na okładce fragmentu książki niesie tutaj dodatkowe znaczenie. Całość dopełnia stylizowana na drzeworyt ilustracja, a nietypowe kolory świetnie kontrastują z klasycznym układem osiowym. Podobnie jak przy Moby Dicku logo wydawnictwa jest integralnym elementem projektu.

 

Okładka

Reni Eddo-Lodge, Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry, Karakter, projekt Przemek Dębowski

Przemek Dębowski jest chyba obecnie najbardziej znanym projektantem okładek w Polsce, a nierzadko przypisuje się mu rozpoczęcie estetycznej rewolucji na naszym rynku. Każdego roku przygotowuje co najmniej kilka świetnych pozycji, a ja postanowiłem wybrać coś na pierwszy rzut oka niepozornego. Siła tej okładki tkwi jednak w prostocie i zderzeniu zdjęcia autorki z tytułem, które razem sugerują bardzo mocną wypowiedź. Warto wspomnieć też o okładce oryginału, w której słowa „white people” mają kolor białego tła i są ledwo widoczne. Współzałożyciel Karakteru znany jest z podobnych gier z typografią (chociażby na okładce Widzieć/Wiedzieć czy zbioru felietonów Michaela Bieruta[2]), jednak poszedł tutaj w zupełnie inną stronę, być może sugerując, że temat jest poważny i takie zabawy mogą osłabić przekaz książki.

 

Okładka

Jerzy Jarzębski, Gry poetyckie i teatralne, Wydawnictwo Literackie, projekt Marek Pawłowski

Być może kieruje mną sentyment, ale okładka nowej książki uznanego krytyka i badacza literatury od razu mi się spodobała ze względu na subtelne podobieństwo do okładki Gry w Gombrowicza tego samego autora, nad którą spędziłem trochę czasu na studiach. Przy okazji jest to przykład, że czasem sama typografia wystarczy, żeby stworzyć intrygujący projekt. Może to być wskazówka zwłaszcza dla wydawnictw naukowych.

 

Okładka

Thomas Mann, Niemieccy słuchacze! Przemówienia radiowe z lat 1940–1945, Wydawnictwo Ossolineum, projekt Frycz i Wicha

Marcin Wicha święcił w tym roku tryumfy jako pisarz, ale przygotowana przez jego pracownię okładka to kolejny przykład dla akademickich wydawców. Fala radiowa i kształt sugerujący swastykę, do tego geometryczna typografia – wszystko wydaje się bardzo proste, jednak razem tworzy świetną kompozycję.

 

Okładka

Georgi Gospodinow, Fizyka smutku, Wydawnictwo Literackie, projekt Robert Kleemaan

Druga pozycja z krakowskiego WL-u, którego okładki rzadko kiedy mnie pozytywnie zaskakują. Tutaj jednak uwiódł mnie minimalizm kolorowych łez / kropli deszczu na czarnym tle. Niewiele w tym roku okładek, w których postawiono na podobny zabieg.

 

Okładka

Wiesław Myśliwski, Widnokrąg, Znak, projekt Witold Siemaszkiewicz

Okładki Witolda Siemaszkiewicza i powieści Myśliwskiego to dobrana para. Przy wznowieniu Widnokręgu projektant postawił jednak na coś zupełnie innego. Zamiast zdjęcia − geometryczna ilustracja i mocna typografia. Może nie jest to najciekawsza okładka roku, ale duży plus za odwagę i odświeżenie szaty graficznej.

 

Okładka

Zdeno Kolesár, Jacek Mrowczyk, Historia projektowania graficznego, Karakter, projekt Jacek Mrowczyk

Na koniec książka, której okładka nie jest najbardziej porywająca (zabieg z przechodzącym poza format książki napisem pojawił się już tu i ówdzie), ale stanowi piękny projekt jako całość. Więcej o niej napisałem tutaj.

Mam nadzieję, że w 2019 roku wydawcy wykażą się większą odwagą i w kolejnym podsumowaniu pojawi się więcej świetnych projektów.

 

[1] F. Forssman, Jak projektuję książki, przeł. P. Piszczatowski, Kraków 2018, s. 36.

[2] Moją recenzję książki Bieruta można przeczytać tutaj.

Grzegorz Fijas
Projektant, grafik, pasjonat typografii, z wykształcenia edytor.